6 wielkich kroków do przenośnej muzyki, jaką znamy dzisiaj.

Elo i joł joł! Jedziemy z tym obiecanym piątkowym postem o świcie. Facebook wyskoczył mi ze statystykami, że moi koci czytelnicy najczęściej korzystają z Internetu między 6:00 rano a 3:00 w nocy (dzięki Mark! Sam bym nie ogarnął!), więc postanowiłem wrzucić posta o świcie, żeby każdy mógł się przy nim odprężyć, wioząc dupsko do roboty w ten ostatni dzień tygodnia!
Poruszymy tematy nośników muzyki z epoki dinozaurow takich jak ja i przy okazji liźniemy muzy, którą każdy znany mi dzieciak kojarzył i słuchał zamykając się w swoim pokoju, żeby uciec przed czarnymi charakterami naszego dzieciństwa – rodzicami. To jest właśnie ten moment, kiedy moja własna kobita pozna swojego „kotka” z innej, mroczniejszej strony – z czasów kiedy słuchał Celine Dion.


1. Walkman

Pierwszym przenośnym odtwarzaczem, który pamiętam, choć nigdy go nie miałem, jest kiedyś kultowy, a teraz hipsterski Walkman. Zaiste przełomowy wynalazek. Małe pudełeczko, które można zabrać ze sobą wszędzie. Razem z plecakiem baterii i walizką kaset. Nośniki bazujące na taśmach magnetycznych niestety jakością nie grzeszyły. Fchuj im daleko było do FLAC-ów, które serwuje nam teraz Tidal, basu miało to tyle, ile piniędzy zobaczymy na emeryturze (o ile jej dożyjemy), a trzaski i szukanie ulubionej piosenki na kasecie po omacku doprowadzało do wkurwu stulecia. Ale nikt nie narzekał, bo już nigdy więcej nie trzeba było siedzieć w ciszy na obozach, oazach i na sanatoryjnym spacerniaku.


2. Discman

Jakiś czas razem z Walkmanem popularnością cieszył się twór, który ewoluował razem z nośnikami danych. W domowych wieżach zagościły do dziś znane odtwarzacze CD, które dostarczały muzyki jakościowo na bardzo wysokim poziomie (pod warunkiem, że miało się porządnie nagraną płytę, w miarę nieporysowaną od spodu). Jakiś geniusz postanowił przenieść ten napęd bazujący na delikatnym laserze i płycie CD obracającej się z prędkością 200-500 obrotów na minutę do małego przenośnego urządzenia i nazwać je Discmanem. W przeciwieństwie do Walkmana nowe przenośne urządzenie wcale nie nadawało się do słuchania muzyki „w biegu”. Pamiętam czasy, że jadąc autobusem i słuchając muzy musiałem trzymać takiego discmana w ręce, bo na fotelu obok za bardzo już trzęsło i z każdej piosenki wychodziło coś na wzór pokazu slajdów. Ale zaraz zaraz! Nie wszystko było takie straszne! W okolicach 1993 opracowano format mp3, który jest stratną kompresją plików, ale pozwalającą na nagranie na płytę już nie 10 utworów tylko ponad 150! Każdy młody meloman mógł już wtedy zostawić walizę z kasetami w domu, a zamiast tego zabrać piórnik na płyty CD, który też był fenomenem tamtej epoki! Teraz korzystają z niego tylko złotówy 😉 Hmmm… Co tam u mnie wtedy gościło na tych CD? Wspomniana już wcześniej Celine Dion, wszystkie płyty Lata z Radiem, Stare Dobre Małżeństwo, Jamal, Mezo, Pięć Dwa Dębiec, Sydney Polak i setki dziwnych nagrań jak Huta 99, 13 księga Pana Tadeusza i „Co kurwa? Nic kurwa”. Ho ho ho, takie to teraz śmieszne…


3. Odtwarzacze mp3

No i wreszcie! Era empetrójek! Nagle w okolicach 2005 roku w kręgach, w których się obracałem zaroiło się od nowych urządzeń w różnych rozmiarach, kształtach i kolorach. Podpinało się to nowe diabelstwo do komputera, na którym już wcześniej leżały setki zajebanych z ruskich serwerów albumów. To były czasy, kiedy jeżeli spodobał Ci się jeden kawałek Nightwisha to ciągnąłeś z neta całą dyskografię razem z koncertowymi utworami, a czasem nawet jakimś wirusem albo pornoskiem (trwało to kilka dni, bo przepustowość łącza w porywach sięgała 256Mbps). Można było zobaczyć wtedy na ulicach zgraje nastolatków bujających się ze słuchawkami w uszach i kiwającymi do rytmu głowami. Wydaje mi się też, że wtedy pierwszy raz spotkałem się z fenomenem autobusowych DJ-ów. I tak na moim pierwszym odtwarzaczu zagościł zupełnie nowy dla mnie wtedy Nightwish, Sonata Arctica, System of a Down, Coma, Slipknot, HIM, Green Day, Sum41, Disturbed, TYR, Amon Amarth i ukochany do dzisiaj In Flames. Pamiętajcie, że te urządzenia wtedy miały w najlepszym wypadku 512MB pamięci, więc nikt nie wrzucał całych albumów, tylko mocno przemyślane playlisty. U mnie erę zmian w urządzeniach mp3 zamknęło kupno po 2008 roku IPod-a Nano 2gen, który jakościowo, wytrzymałościowo i kolorowym wyświetlaczem rozkurwiał wszystkie konkurencyjne odtwarzacze. Pamiętam, że jeszcze w 2013 roku (w głebokiej erze smartfonów) pobiegłem z nim półmaraton we Wrocławiu. Zgodnie z przewidywaniami grał jak pojebany całe 2h i nie dał się ani zapocić, ani zalać na kurtynach wodnych!


4. Smartfon

Smartfony wyparły wszystkie inne przenośne urządzenia do odtwarzania muzyki. Tak samo wyparły zegarki, aparaty, notesy, a nawet częściowo komputery i książki. Ale jako, że wpis jest o prehistorycznych odtwarzaczach, odpuszcze sobie pisanie o tych wspaniałych urządzeniach, bez których ludzkość przestałaby istnieć.


5. Honorable mentions

Moje kochane winyle… Do tego reliktu i symbolu biedy i zacofania, jak wydawało mi za bajtla, wróciłem już na studiach i zakochany po dziś dzień w klimacie i rytuale (który czasem mnie też wkurwia) wyciągania i obracania czarnych płyt, kupuję średnio 2 nowe co miesiąc. Wydaje mi się, że moja kolekcja najlepiej oddaje współczesne trendy muzyczne, za którymi podążam. I tak zaczynając od Beatlesów, AC (piorun) DC, Black Label Society, Meat Loaf, Boba Marleya, Krzaka, Marka i Wacka, przez Lanę Del Rey, Ghosta, Republikę, Comę i In Flames dotarłem do obecnego stanu świadomości muzycznej. Hmmm… Teraz mam fazę na deep house’a i trap, także jak ktoś może polecić coś na prawdę mocnego i dobrego w stylu Ace Hood albo Gregora Treshera to płacę w memach 😉


6. Spotify i Tidal

Spotify swoją praktycznością niszczy całą ideę nośników z muzyką. Każdy hipster korzysta ze Spotify albo Tidala, ale nie przyzna się do tego prezentując swoją kolekcję magnetofonów szpulowych i winyli. Ale każdy tak ma. Jak już zaczyna Cię wkurwiać chodzenie co 3 utwory do gramofonu i przekładanie tych kartonów, kopert i płyt to wyzywasz to wszystko i ich matki od skończonych i jebanych kurew, siadasz do kompa i odpalasz ulubioną playlistę 😉


No i chuj 🙂 miało być krótko, ale kto mnie zna, ten mnie zna. No i wie oczywiście, że uwielbiam temat muzyki i musiałem na prawdę mocno się spinać, żeby wpis był taki jak teraz, a nie 2-3 razy dłuższy. Jeżeli jesteście ciekawi, co tam u mnie się kręci na gramofonie, albo jakie jeszcze mam przemyślenia i doświadczenia z rozwojem przenośnej muzyki, dajcie jakiś znak na fb, mailem albo tu w komentarzu. Chętnie wdam się w jakąś dyskusję! A na razie zgodnie z tradycją, każdy mówi pod nosem:

Kurła… Kiedyś to było…

Pozdro!

Reklamy

4 myśli na temat “6 wielkich kroków do przenośnej muzyki, jaką znamy dzisiaj.

Dodaj własny

  1. Kaset miałem sporo, kilka z nich zdarłem ma maxa np. „No need to argue” albo „Proud like a god”. Potem już tylko CD, zaczęło się od kopiowania przez bazary, a teraz kupuje nowe wydawnictwa i stare używki. 🙂

    Polubienie

    1. Jak śmigałem do gimnazjum to w pobliskim mieście był sklep ze sprzętem komputerowym i można było tam kupić za piątaka piraty spod lady 😉 @Pjoter, a jak tam u Ciebie zmieniały się klimaty muzyczne przez te wszystkie lata?

      Polubienie

  2. Właściwie zaczęło się od muzyki, która słuchała młodzież w tamtym czasie – Backstreet boys, Spice Girls I takie takie. Potem jeden ziomek wygrzebał gdzieś z piwnicy gitarę i tak już poleciało, Green Day, Metka, Offspring, Nirvana. Wszystko co można było zagrać na gitarze. Od brata z kolei zaraziłem się Kultem i tak jest po dziś dzień. Z grubsza gusta już się nie zmieniły i nadal przeważa szeroko rozumiana muzyka rockowa. Z kolei dzięki Spotify mam okazję odkryć czasem coś spoza tego spectrum i tak np. odkryłem First Aid Kit albo Kowloon Walled City. Dużo tego teraz. Staram się słuchać dużo i często 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Wspierane przez WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: